Metanoia jogi

Metanoia jogi. Kilka refleksji na marginesie warsztatów z Ojcem Pereirą we Wrocławiu (29.V-01.VI.2014). Dorota Rajchert.

W maju 2014 roku we Wrocławiu odbył się kolejny warsztat jogi z księdzem Joe Pereira. Szkoła Jogi Namaste zgromadziła dużą grupę uczestników, którzy przyjechali z różnych zakątków Polski w jednym celu – spotkania i posłuchania niezwykłego człowieka, psychologa, filozofa, teologa, założyciela Kripa Foundation w Indiach.
Dzielę się swoimi spostrzeżeniami jako praktyk różnych form ruchu, nie tylko jogi ale również chińskich form gimnastyki zdrowotnej. Ewa Strzemecka napisała już swoją relację z punktu widzenia fachowej praktyki jogi, ja zrobię to jako interdyscyplinarny poszukiwacz korzeni ludzkiego dobrostanu. Postanowiłam przyjechać również jako pacjent, zebrać swoje liczne dysfunkcje kostno-tkankowe w jeden worek i „wysypać” je na matę podczas tych warsztatów.
Nie tylko się nie zawiodłam, ale nabrałam pewności i zachwytu nad metodą pracy księdza Joe. Przez cztery dni intensywnej aktywności i równie intensywnego (sic!) odpoczynku prowadził nas w osobistej podróży do wnętrza ciała w wykorzystaniem koncepcji jogi według szkoły B.K.S. Iyengara.
Sam guruji patrzył na nas z wielkiego, ściennego portretu. Czas zajęć przedpołudniowych pozwalał na wydobycie z siebie „mrocznych sekretów” i nawykowych napięć, które nosimy od wielu lat.
Dzięki asanom robiliśmy autodiagnozę, oczyszczaliśmy narządy wewnętrzne z ubocznych produktów przemiany materii, poprawialiśmy przepływ krwi. Całe wiadra ciemności spalały się w świetle wysiłku i ruchu, dynamicznego przejścia z nieświadomości do wybaczenia sobie słabości; dawnych i obecnych. Ogień uważnej praktyki tapas i „ nic-nie-robienie”, a poddanie się łasce stały się maczetą na wszelki egoizm w napiętych częściach ciała. Ksiądz Pereira prowadził nas w kierunku metanoi, czyli całkowitej przemiany ducha.
Sesje popołudniowe były duchowym prysznicem i pozwalały na dalszą wędrówkę ku Centrum Jaźni. Ksiądz Pereira podkreślał wielokrotnie, że świątynię ciała można wypełnić boską obecnością tylko poprzez uwagę i troskę, ukierunkowaną na drugiego człowieka. Przywoływał i cytował wypowiedzi Matki Teresy z Kalkuty, która (wraz z Anthonym de Mello) ukształtowała jego duchową drogę. „Nie musisz robić rzeczy niezwykłych. Rób zwykłe rzeczy w niezwykły sposób!”. Dzięki tym słowom uczestnicy warsztatów nie byli osobnymi, pojedynczymi wyspami na swoich matach. Ksiądz wyhamował nasz nadmierny entuzjazm i wskazał, aby pomagać sobie nawzajem podczas wchodzenia w trudniejsze asany. Myślę, że to był punkt zwrotny tego czasu. Odkryliśmy na nowo radość bycia dla innych.
Istotnym dla mnie punktem była niezwykła precyzja iyengarowskiego świadomego ustawienia kości, stawów i wszelkich tkanek w asanach. Ćwicząc na co dzień Tai Chi znalazłam na tych warsztatach jogi piękny, wspólny mianownik z chińskimi wskazówkami dotyczącymi zakorzenienia ciała w żywiole ziemi. Mocne, stabilne stopy, kolana, „unoszenie rzepki”, skręcanie uda i świadome punkty podparcia w rękach pozwalały aby głowa, mózg i siedziba myśli były „puste”, lekkie i osadzone w żywiole eteru. Dzięki temu nie przeciążaliśmy istotnych układów, następowała regeneracja ośrodkowego układu nerwowego oraz pobudzenie do lepszej pracy układu odpornościowego, regulacja układu hormonalnego. Wykluczone było „staranie się”, aby coś „zrobić”, trwanie w asanie miało być cierpliwym oczekiwaniem.
Bardzo chciałabym wspomnieć o wyczulonej na niemoc podopiecznych uwadze ksiądza. W praktyce jogi ważna jest umiejętność pracy z uczniem, współczucie i – jeśli to konieczne – konieczność modyfikacji. Jak wielka była moja radość podczas stania na rękach, kiedy poczułam mądrą i troskliwą asekurację. Jak przekazać uczniowi wiedzę, aby zrozumiał nie tylko myślą, ale ciałem? B.K.S. Iyengar podkreśla rolę tych właśnie „korekt nauczyciela”, odczuwanych nawet na poziomie tkanek.
Podczas warsztatów przypominaliśmy sobie daną każdemu człowiekowi zapomnianą mądrość bożą (anamnesia), a ksiądz Joe był dla nas akuszerem w tym narodzeniu się do radości poprzez ciało i Ducha. Z niecierpliwością czekam na kolejną wizytę księdza w Polsce.